czekam

Nie nazwę, nie umiem
Powoli urywam się stąd

Coraz jaśniejsze oczy, zieleń poszarzała;
w tej cielistości trudniej znaleźć usta,
zaznaczyć kredką wyłapany kontur.

Jestem opuszczonym, wyziębionym domem,
nic się ścian nie trzyma, odpadają klamry,
strych pełen zagadek zmysiał i wyłysiał.
Ptasie odchody przyschnięte do desek,
rozebrane gniazda, bo ptaki odeszły.
Nie ma nawet czego pakować, rozdawać,
wszystko gdzieś wyrwało, puściło, uciekło.

Gdzie jest schowane to, co mnie tu trzyma,
przykręca śrubki, dorzuca do pieca?
Taki podmuch na moje zmartwienia,

ludzki odruch.

Mirosława Szychowiak

IMG_2154 IMG_2162 IMG_2166 IMG_2169 IMG_2174 IMG_2178 IMG_2180 IMG_2183 IMG_2186

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s